Czy Rosja dokonuje prowokacji, aby swobodnie zaatakować syryjską opozycję?


Otwiera się nowy rozdział w syryjskim konflikcie, który toczy się w tym kraju od kilku lat i w wyniku którego do Europy uciekło już kilka milionów imigrantów. Do gry z końcem września weszła Rosja, co mocno nie podoba się Stanom Zjednoczonym oraz Arabii Saudyjskiej.

Amerykanie twierdzą, że Rosjanie nie walczą z Państwem Islamskim jak deklarują, ale z syryjską opozycją, która chce obalić partnera Rosji prezydenta Baszszara al-Asada. I te fakty mają pewien sens. Osłabianie pozycji USA i Arabii Saudyjskiej jest na korzyść dla Władimira Putina, bowiem słabość tych państw odbija się z zyskiem dla Rosji.

Rosjanie jednak muszą mieć jakiś powód do ataku, aby Amerykanie przestali ich atakować. Dlatego wraca obraz rosyjskiej agresji na Krym, którą Rosjanie tłumaczyli obroną własnych obywateli.

I teraz konkrety – w czasie ostatnich kilku dni mieliśmy dwa ataki na Rosję. Pierwszy – udaremniony przez służby – na moskiewskie metro, którego organizatorami mieli być Syryjczycy powiązani z ISIS. Drugi – atak moździerzami na ambasadę Rosji w Damaszku.

W oby przypadkach nikt nie zginął. Ale powód do obrony własnych interesów się znalazł, prawda? Dlaczego tak uważamy? Mamy jeden powód. W przypadku próby zamachu na moskiewskie metro, pierwszą informację do powiązanej z Kremlem agencji Interfax dokonał rzecznik prasowy rosyjskiej służby specjalnej FBS.

Nie wierzymy w taki przypadki...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz